Warning: mysql_query() [function.mysql-query]: Access denied for user 'UNKNOWN_USER'@'localhost' (using password: NO) in /wp-content/themes/personal/ocmx/theme-setup/setup.php on line 147

Warning: mysql_query() [function.mysql-query]: A link to the server could not be established in /wp-content/themes/personal/ocmx/theme-setup/setup.php on line 147

Warning: mysql_query() [function.mysql-query]: Access denied for user 'UNKNOWN_USER'@'localhost' (using password: NO) in /wp-content/themes/personal/ocmx/theme-setup/setup.php on line 151

Warning: mysql_query() [function.mysql-query]: A link to the server could not be established in /wp-content/themes/personal/ocmx/theme-setup/setup.php on line 151

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /wp-content/themes/personal/ocmx/theme-setup/setup.php:147) in /wp-includes/feed-rss2.php on line 8
Wyznania Matki Wariatki http://wyznaniamatkiwariatki.pl Fri, 08 Jun 2018 13:27:04 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.6 Akuszerka http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=6021 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=6021#respond Fri, 08 Jun 2018 13:27:04 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=6021 Miałam dzisiaj nawiązać do wilczych klimatów. Jednak pełna jestem wrażeń po naszym spotkaniu LubelskiegoKlubuKsiążki i będzie właśnie o książce, którą jako pierwszą wzięłyśmy na tapetę.IMG_1211Książka, która na polskim rynku wzbudza ogromne emocje. Kontrowersje. Większość jej nienawidzi za wulgaryzmy. Inni ją uwielbiają. 

Ja do niej nie pałam tak skrajnymi uczuciami. Spodobała mi się. Przeczytałam bardzo szybko. W moich klimatach – inspirowana faktami, Skandynawia, II Wojna Światowa. „Akuszerka” Katji Kettu ze Świata Książki.IMG_1215Jest prosta w przekazie. Bezpośrednia i taka… naturalna? 

Główna bohaterka pochodzi z prostej rodziny. Tylko dzięki znajomości z Anue, znachorką z miasteczka, mogła się uczyć fachu. Ale to nie ani miejsce, ani czas na uczenie się tak jak my to rozumiemy. To nie ławki, nie tablice i egzaminy. To nauka przez praktykę. Brutalną, codzienną, życiową. 

Jak wiesz, jestem złą i niedouczoną akuszerką, nic nieznaczącą osobą o szorstkiej duszy. Wszystkiego, co umiem, nauczyłam się w ostatnich latach wojny dzięki penisowi i zakrwawionej ziemi.

Nie było czasu na naukę pięknego języka, subtelnego nazewnictwa. Cipa to cipa. Chuj to chuj. Prosto. Bezpośrednio. 

I tak po naszym klubowym spotkaniu rozmyślam wciąż o książce. I jeszcze mi przyszło do głowy, że owszem porusza tematy feminizmu,

Utno nie pojmował. Nikt przed tobą nie pojął. Że ja nie chciałam się ustatkować. Nie chciałam niczego kończyć. Nie po tym, gdy Anue wzięła mnie pod swoje skrzydła i nauczyła tajemnic wody karbolowej. Uwielbiałam tę wodę ze źródełka o zapachu ziół i mirtu bagiennego, w której Anue zanurzyła mi twarz i kazała się napić. Dzięki Anue miałam coś, czego inne kobiety nie miały: wiedzę, a przez nią wolność, żeby pójść, dokąd chcę.

tylko zastanawia mnie czy oby czasem z jednej strony nie pokazuje kobiety jako silnej jednostki a z drugiej strony, czy nie wyśmiewa kobiet i ich uczuciowości. Źle się wyraziłam. Nie tyle wyśmiewa, co pokazuje jak zmienia się kobieta, jej siła i niezależność pod wpływem macierzyństwa.

Dla tego dziecka postanowiłam się poddać i upokorzyć. Zabijać i uciekać.

Zdecydowanie zgadzam się, że kobiety, bohaterki występujące w tej książce to nietuzinkowe postaci. Silne indywidualności. Potrafiące walczyć z przeciwnościami losu. Potrafiące przeżyć najgorsze piekło jakie mężczyźni są w stanie zgotować kobietom. 

Ból fizyczny jest czymś co dla kobiet jest standardem istnienia niemal. Ale…

No właśnie i to mi tak dało do myślenia, po naszym spotkaniu #lubelskiklubksiążkiIMG_1212Jest kobieta jako ta silna. Pakujące się w przysłowiowy środek wojny. I jest kobieta słaba, zakochana. Zakochana bezgranicznie. Zdolna do wszystkiego dla miłości. Niekoniecznie takiej odwzajemnionej, prostej. Z miłości, dla miłości czy przez miłość daje się upokorzyć, skrzywdzić, zniszczyć swoje życie. Kobieta niemal szalona, w pewnym sensie obłąkana i totalnie naiwna. 

Biorąc poprawkę na to, że to młoda dziewczyna, która w sumie już niemało przeszła ale w bardzo małej społeczności, gdzieś na krańcu świata (północne tereny Finlandii) tą naiwność i zakochanie można zrozumieć. 

Przystojny Niemiec. Czysty. Elegancki. Pierwszy mężczyzna, który spojrzał i patrzył na dziewczynę. Jej nieznajomość innego świata niż ten skrawek ziemi. Jej spojrzenie na innych ludzi przez pryzmat społeczności, w której się wychowała. To wszystko pozwala wytłumaczyć i to, że się zakochała i tą naiwność. 

Ale to była wojna. Widziała co się wokół niej dzieje, na własne życzenie. Wiedziała o swojego rodzaju niepoczytalności Niemca, w którym się zakochała. A jednak wciąż ufała i pozwalała krzywdzić bliskie jej osoby i samą siebie. 

 Po kilku dniach poproszono mnie z powrotem do Obory. Więźniarka, której zrobiłam aborcję, wykrwawiła się na śmierć. Wtedy zobaczyłam ją po raz pierwszy. Za niedbale przed łóżkiem ustawionym, zdobytym na wojnie parawanem. Kopulowały tam dwa ciała. Poruszające się rytmicznie tam i z powrotem wystające pośladki Montji. Przytłumione jęki, mieszające się z plaskaniem gołego ciała i charkot wydawany przez zaufanego więźnia. Po drugiej stronie, za dziurawą zasłonką, dwóch pijanych, czekających na swoją kolejkę. 

 To była Operacja Obora i to, co próbowałeś przede mną zataić.

– Mężczyźni muszą mieć jakąś rozrywkę.  

  Wreszcie zrozumiałam śmierdzące kiełbasą podniecenie zaufanych więźniów i strażników, gdy pojawiali się nowi jeńcy. Teraz przybyłych dzielono jeszcze przez poza obozem na dwie kategorie: nadających się do celów Organizacji Tod i tych, którzy zostaną skazani w naszym obozie przejściowym. Kapituła wydająca wyroki składała się ze mnie i Montji, który dbał o to, żeby do obozu trafiało zawsze kilka żołnierek. Desantowana. Złapana za linią frontu pachnąca Karelią Białomorską radiotelegrafistka. Skoltka, której nie zdążono ewakuować, albo żona któregoś z Normanów skazanego za agitację.

  Po tygodniu pracowałam już przy Operacji Obora dniami i nocami. Kobiet było czasami cztery, sześć, raz dwanaście, zanim einsatzgruppy przewiozły część do innego obozu, znajdującego się bliżej granicy norweskiej. Herman Godel dał mi różne lekarstwa, które trzeba było wstrzykiwać w mięsnie pleców, bioder i pośldki. Zrozumiałam, że testowano jakieś szczepionki do wykorzystania w północnym klimacie. (…) Czasami podejrzewałam, że w robionych przeze mnie zastrzykach są zarazki cholery albo innej dżumy, bo tak szybko więźniowie umierali. Herman Godel konserwował abortowane płody w słoikach i stawiał je na półce, by się im przyglądać. Czasami przychodził i obserwował moją pracę jak ciekawy spektakl teatralny.

  Modliłam się:

– Zrób coś, Johannesie.

– To powszechna praktyka wojenna. 

Czy to jest obraz feministki? Silnej kobiety ale pokonanej przez niszczycielską miłość?

Do kontrowersji w tej książce według opinii w internetach zalicza się wulgarność. 

Rozmawiałyśmy na ten temat. 

Moje zdanie? 

Czytałam książki z dużo większą ilością wulgaryzmów i dużo bardziej brutalne! Choćby nagrodzonego ostatnio Żulczyka. Morał z jego książek zawsze jest w punkt. Ale to jak pisze te książki to można spokojnie porównać do filmów Vegi. Niby są o czymś ważnym, niby poruszają tematy wzbudzające emocje opinii publicznej, ale na pierwszy plan wysuwa się „kurwa, kurwa i  ja jebię”. Co spowodowało, że ani kolejnych filmów Vegi nie oglądałam, bo wystarczały mi zapowiedzi, ani nie przebrnęłam przez kolejną książkę Żulczyka. 

Wracając do Akuszerki. 

Akcja książki rozgrywa się na dalekiej północy Finlandii. W czasie II Wojny Światowej. Mała społeczność. Wokół niemal dziewicze tereny przyrody. Język autorki oddaje spokój, klimat miejsca i epoki. I od czasu do czasu nagle coś tak „szokującego”. Wydaje mi się, że po to, żeby właśnie pokazać wyraźnie emocje targające główną bohaterką poprzez prosty język jakim władała.

Po naszym klubowym spotkaniu, postanowiłam jeszcze poszperać w internetach jak została odebrana książką za granicami naszego kraju. U nas szok wzbudza jawne pisanie o miłości prostej dziewczyny do Niemca, nazisty. I wulgaryzmy. No ale cóż. Takie było życie. Nie ma co ukrywać, że i Polki pałały miłością do Niemców, do Żydów i Niemcy i Żydzi do Polek. A język. Jak już wcześniej napisałam, nie szokuje. Mnie nie szokuje. Na spotkaniu Dorota odczytała stronę, która w necie wzbudziła najwięcej negatywnych emocji. A większość z nas – klubowiczek – nie zwróciłyśmy nawet uwagi na to. Bo czytając książkę trzeba też zwrócić uwagę na kontekst, na tło. Tak mi się wydaje. A w planie na weekend „Kobieta w oknie”, „Best seler” i może zdążę „Ćmę”. IMG_1213A jak chcecie dołączyć do Lubelskiego Klubu Książki, przyjść pogadać o tym jakie są sposoby na przemycanie książek do domu (mniej i bardziej skuteczne) ale i o swoich wrażeniach na temat przeczytanych książek, zapraszamy 21 czerwca do Między Słowami. Będziemy omawiały „Pierwszego bandziora” Mirandy July. 

  • cytaty są oczywiście z „Akuszerki” Katji Kettu!
]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=6021 0
Jakie wilki znają wasze dzieci? http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=6012 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=6012#respond Wed, 06 Jun 2018 20:12:07 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=6012 „Piaskowy Wilk”  Asa Lind z Wydawnictwa Zakamarki.IMG_1103to piękne, krótkie (takie w sam raz na czytanie przed snem młodszym dzieciaczkom) opowiadania dziewczynki- Karusi, która mieszka w małym domku nad wielkim morzem. 

Dziewczynka ma przyjaciela, którego wykopała na plaży. To tytułowy Piaskowy Wilk, o błyszczącym futerku w kolorze piasku. 

Karusia razem z Wilkiem poznaje otaczający ją świat. Codzienność, która ją irytuje jak np. tata, który zamiast się z nią bawić, leży na hamaku i czyta gazetę. To rozmowy o starzeniu się. Najróżniejsze. Bo Piaskowy Wilk to istota istniejąca od zawsze i znająca odpowiedzi na wszystkie pytania. 

To taki wyimaginowany przyjaciel Karusi, która biegnie do niego na plażę zawsze gdy się nudzi, gdy jest smutna, chce się pobawić czy akurat posprzecza się z rodzicami. 

Książka napisana jest cudownym językiem. Niby prostym, ale autorka tak żongluje słowami jakby cytowała dziecięce rozmowy. 

To książka dla małych i dużych. Wiele rozdziałów jest takich jakby niedokończonych. Pozostawiających wiele pytań bez odpowiedzi? Nadając odpowiedziom drugie dno? 

Ile byśmy razy nie czytali jednego i tego samego opowiadania, to każda z dziewczynek znajdzie coś innego, coś nowego dla siebie. Dziewczynki ale i my rodzice.IMG_1109To historie wyciągnięte z codziennych sytuacji przeplatane baśniową, dziecięcą fantazją. 

A klimat morza, piasku… idealnie nadaje się na wieczory takie jak te u nas. Po zabawach nad jeziorem, na plaży, na spokojny sen.IMG_1113 Chociaż my i na plaży ostatnio czytałyśmy. IMG_1102

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=6012 0
Czym jest klaps a czym… mops… o wychowaniu dzieci http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5994 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5994#respond Mon, 04 Jun 2018 16:36:18 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5994 No dobra. 

Z Radio Lublin przyniosłam poradnik. Nie jestem fanką tego typu literatury. Sama nie przeczytałam chyba żadnych typowych poradników. Do czasu. Do teraz. Ten przeczytałam. Cały. Zajęło mi to chwilę. Bo ani nie jest długi ani nie jest… mądry? I czytałam z szeroko rozwartymi oczętami (ze zdziwienia) i oklapłą szczęką (z szoku).

Zastanawiam się czy ktoś na serio kupi ten poradnik. Mowa u mnie dziś o „Elementarz dla rodzica” Jacka Mycielskiego.IMG_1084Dla kogoś, komu bliska jest koncepcja wychowawcza Juula, ten poradnik jest… zaprzeczeniem wszystkiego o czym pisze właśnie Juul.

Autor nie ma nic wspólnego z pedagogiką, psychologią czy medycyną. Jest po prostu ojcem i dziadkiem. Uważa, że

„Opracował swoisty system wychowawczy, oparty na konsekwentnym przestrzeganiu zasad i powrocie do tradycji.”IMG_1092

Z głównym założeniem autora może zgodzić się raczej większość rodziców:

„żyjmy dziś, a nie jutro. Carpe diem. Ma nam być dobrze teraz.”IMG_1086

I tyle w temacie zgodności. 

Nie bez przyczyny napisałam, że autor to tata i DZIADEK. Bo i styl w jakim napisana została książka i teorie, trącą myszką. 

Mam wrażenie, że Jacek Mycielski, hrabia Jacek Mycielski wypowiada się do rodziców jak do dzieci. Prosto, infantylnie wręcz i z przekąsem, zjadacza wszelkich rozumów. Przy czym w sumie nic nie tłumaczy, nie wnosi nic istotnego w to co już o życiu wiemy. Przynajmniej nic co ja wiem i z czym, oględnie mówiąc nie zgadzam się. 

Rozdziały są króciusieńkie. Zajmują stronę czy dwie góra trzy. I dotyczą tego jak autor wychował swoje dzieci. Zaznaczając, że bardzo szczęśliwe dzieci. 

Możliwe. Nie znam autora osobiście. Wierzę, że napisał prawdę. Ale ton ciągłego chwalenia się, że taka szczęśliwa jego rodzina, że inni od zawsze chcieli aby zdradził swoje sposoby na takie grzeczne dzieci i szczęśliwą rodzinę… trąci albo wielkim ego albo nieszczerością. 

No i metody… wyjęte z czasów PRL, z czasów z których niby zmuszony był zmykać z Polski szukając lepszego życia. I niby podróżowali i poznawali inne kultury, inne języki. Inne światy. A metody wychowawcze zostały PRLowskie. IMG_1088IMG_1089

Z dziećmi się nie dyskutuje. Nie trzeba tłumaczyć czemu np. czegoś nie wolno 

„ * Mówimy spokojnie i wyraźnie: NIE WOLNO. Oczywiście nasz potomek (z początku) nie reaguje na to hasło.

 * Powtarzamy dobitniej: „nie wolno!”, i dajemy „prztyka” po oślinionej łapce.

Podkreślam, że „prztyk” będzie dany po ręce, która zamierzała zbrodnię. A więc nie po pupie czy innej lokacji. (…)

*Procedurę powtarzamy, dozując (bez przesady) nieprzyjemność operacji proporcjonalnie do skłonności recydywistycznych. (Nareszcie coś zabrzmiało naukowo.)”

Autor rozróżnia klapsy od mopsów. Nawet nie wiedziałam, że coś takiego jak mopsy istnieje. 

„Mopsy- nie znacie tego terminu? O ile dobrze pamiętam, podobnie jak słowo „radar”, mops jest (między innymi) zlepkiem pierwszych liter słów: Moment Ograniczenia Przesadnej Swobody.”

I jakby nie było mało staropolskich tłumaczeń, autor wyjaśnia kiedy mopsy można stosować. Ba, wręcz trzeba zastosować…

„ *za wybuch złości i dziecięcej histerii;

*za kaprysy egoistyczne, których nie udaje się ujarzmić „w sposób polubowny”;

*za wykroczenie narażające czyjeś życie lub zdrowie, gdy na ryzyko recydywy nie można sobie pozwolić;

*za wykroczenie z recydywą, z kłamstwem i złą wolą.”

Czytając to cudo nie wiedziałam czy śnić się czy płakać. Uwaga. Dla rodzin z jednym dzieckiem. Zła rodzina z was…Marne szanse na szczęśliwe dziecko.

„Zwierzę w domu jest bardzo potrzebne. Drugie dziecko jeszcze bardziej. Nie wymyślę nic nowego, stwierdzając z przekonaniem, że największy odsetek szczęśliwych dwunogów wywodzi się z rodzin wielonożnych.”

Żeby było tego mało:

„Siedzieć wieczorem przy jednym dziecku czy przy dwóch albo trzech- różnica niewielka.[ wydaje mi się, że chyba sam nigdy nie siedział ani z jednym ani z dwoma czy trójką- bo dla nas różnica jest kolosalna.] A zwróć uwagę, że w pewnychokolicznościach

*starsze dziecko zastąpi cię przy młodszym. Pomoże, przypilnuje, będzie towarzyszyć. Tak je trzeba wychowywać, do tego przyzwyczajać.”

A z własnego, osobistego doświadczenia tak właśnie będąc wykorzystywana, i z wielu rozmów z innymi, wychodzę z założenia, że starsze dziecko to nie darmowa niania, kelner itp. Jasne, dziecko może pomóc ale nie można na dziecko przerzucać obowiązków dorosłych względem młodszego rodzeństwa. Aż mnie nosi żeby podrzeć to coś.IMG_1088Kolejny „mądry” przykład… i chyba na dziś ostatni. Bo wspominając i zaglądając do tego „Elementarza dla rodziców” krew mnie zalewa. 

„ – Ja dzisiaj nie mam ochoty iść do kościoła- oznajmia synalek w niedzielę rano.

-Ochoty? Odmowa w ogóle nie wchodzi w rachubę. Nawet nie ma o czym dyskutować. [Zupełnie inne mamy podejście z Nim jeśli chodzi o dyskusje właśnie.] Jeśli należysz do naszej rodziny, do naszego domu, to myjesz rano zęby, zupę jesz z talerza łyżką, a w niedzielę idziesz z nami do kościoła! [Jakbym cofnęła się w czasie i dodałabym „Jak idziemy do kościoła to masz ubrać spódnicę/sukienkę. Nie pójdziesz w spodniach!!!”]

Małe dzieci nie mają zdolności do podejmowania życiowych decyzji. Rolą rodziców jest ich w tym zastąpić. Dotyczy to nie tylko obowiązku mycia zębów czy przyzwyczajenia do jedzenia przy stole. Dotyczy też wszystkich innych ważnych dla przyszłości przyzwyczajeń.”

Jeden rozdział, ten 19 o szacunku do matki i ojca jest chyba jedynym, z którym się zgadzam. I aż wierzyć mi się nie chce, że wokół tych wszystkich innych „porad”, porad które na bank wykorzystywali moi rodzice i z którymi ja się za grosz nie zgadzam, jest coś co jest zgodne z moim podejściem do rodziny. Choć w moim domu rodzinnym wyznawano i wyznaje się zupełnie inną zasadę, której bardziej bym się spodziewała w tej książce.IMG_1085Nie polecam kupowania tej książki. A na pewno nie jako poradnika dla rodziców. Chyba, że chcecie poznać jak do wychowania podchodziło się dawniej. Bo to taki przekrój przez różne zachowania dzieci autora i reakcji rodziców na nie, dekady temu.IMG_1090Jasne, jest tam kilka zagadnień wychowawczych bardzo uniwersalnych, z którymi się można zgodzić czy nawet stosować. Ale… 

ech…szkoda czasu na to.  Aaa w cytatach są nawiasy kwadratowe, to moje wtrącenia- jakby cuś 😉

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5994 0
Czy z dziećmi można iść do obozu koncentracyjnego? http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5966 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5966#respond Tue, 29 May 2018 12:16:26 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5966 Niby leniwy ten weekend. Tylko „niby”. 

W sobotę zamiast spać ile można, albo ile dzieci pozwolą, wstaliśmy jakoś chwilę po 8. 

Mamusia znów wymyśliła… 

Nie żebym brała moje małolaty od razu do baraków z piecami krematoryjnymi. Ogólnie uważam, że to czy iść z dzieckiem w takie poważne, ciężkie miejsce zależy od nas samych i od naszej znajomości dziecka. Od jego psychiki. To tak jak z rozmową o seksie. Nic na siłę i nic ponad miarę tego co dziecko w danym etapie życia potrzebuje. Przecież w szkole już w pierwszej klasie rozmawia się o II WŚ. Przejeżdżając milion razy obok Majdanka, raz zabraliśmy dziewczynki i ogólnie na tyle na ile ich rozumki były w stanie ogarnąć. Mniej informacji stricte historycznych, dat, opisów zbrodni, a raczej pod empatię, tolerancję i równość człowieka podeszliśmy. To było ze dwa lata temu. Więc tłumaczyliśmy, że Niemcy, którzy wierzyli że oni są jedynym narodem, jedynymi idealnymi ludźmi, zamykali i kazali bardzo ciężko pracować innym narodom. Nie dawali jeść i pić wystarczająco, bo uważali że to nie potrzebne innym. Uważali, że każdy kto wygląda inaczej niż Niemiec (blond włosy, niebieskie oczy) to nie jest dobrym człowiekiem i jest niepotrzebny itp. To im wystarczyło. Zetka potem przeżywała, że On byłby tym zamkniętym człowiekiem, że ona się nie zgadza. I to wywoływało dyskusje o tolerancji i akceptacji każdego innego człowieka. Niezależnie od koloru skóry, włosów, niepełnosprawności czy religii.

Bo takie miejsca trzeba chyba umieć dawkować dzieciom i stopniowo je do nich przygotowywać. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziewczyny miały nigdy nie wejść i nie zobaczyć co NACJONALIZM i w związku z tym innego rodzaju konserwatyzm, zaściankowość może być przyczyną.

Wiecie, w dzisiejszych czasach mam wrażenie, że dzieciaki obyte są z golizną, z przemocą dużo bardziej niż za czasów, gdy praktykowano klapsy na dupsko. Teraz gry, telewizja, reklamy na ulicach pełne są wszelkiego rodzaju dziwnymi obrazami, które wzbudzają agresję. A obozy koncentracyjne uczulają na to. Są drastyczne. Ale warto podpytać pracowników, na jakie wystawy można pójść z dzieckiem. I hello, wiadomo że to nie z 5,6 czy 7 latkiem. Raczej mam na myśli nastolatków.

Jest Noc Muzeów ale my jakoś tak nie kultywujemy. Kudłata i On nie są fanami tłumów. Do tego Kudłata nie lubi hałasu. Nawet do kina nie chce chodzić. Choć w tym wypadku nie dziwię się jej, bo w kinach jakoś w ostatnich latach próbują nas ogłuszyć. 

Ale w ramach tego, że w sobotę wypada Noc Muzeów, był Dzień Otwarty Muzeum na Majdanku. 

Tiaaaa wiem, miejsce może nie „najfajniejsze” dla dorosłych a tym bardziej dla małych dzieci, tym bardziej w weekend! Jednak wychodzę z założenia, że takie miejsca powinno się przynajmniej raz w życiu zobaczyć. 

Ale ale! 

W ramach tych Dni Otwartych były najróżniejsze spotkania. Pierwsze już o 10:00 rano. I właśnie tematyka mnie bardzo zaciekawiła pod kątem dzieci. Nie doszukałam się w informatorze, że jest to coś nie dla dzieci. 

Byliśmy tylko my z dziećmi. A szkoda. 

Program „Zatrzymać czas. Konserwacja muzealiów historycznych ze zbiorów PMM.” IMG_0444Może początek był mało zrozumiany zwłaszcza dla Kudłatej. Omawianie o programie do katalogowania, opisach, katalogach, sygnaturach, nie było dla dziewczyn porywające. Ale mogliśmy im ciut tej wiedzy przekazać bardziej prosto. 

Wiedzą dzięki temu wykładowi, że każdy przedmiot w muzeum i ten na wystawie i ten w archiwum ma swoją kartę obiektu. Że w takiej karcie pracownicy zapisują gdzie znaleziono przedmiot, kiedy. Takie przedmioty waży się i mierzy. Opisuje. Robi się im zdjęcia. 

Następnie w zależności od tego w jakim stanie jest przedmiot i z czego jest zrobiony, zabiera się go do odpowiedniej konserwacji.IMG_0445 I tutaj dziewczynkom oczy otworzyły się szerzej. Na nieszczęście Zetka za dużo nie miała możliwości się dowiedzieć.IMG_0446 Musiała jechać na pierwszą próbę generalną Teatru Tańca Grawitan.

Za to Kudłata, mimo bijącej wciąż nieśmiałości, zaczęła się bardzo interesować. A przynajmniej tyle na ile mogła czegoś dotknąć, obejrzeć.IMG_9418 Mama szlifowała srebrne precjoza narzędziami wykorzystywanymi w muzeum.IMG_0451 Wrzuciłyśmy do specjalnego roztworu zardzewiałe obrączki, żeby zobaczyć jak się czyszczą.IMG_0450W Państwowym Muzeum na Majdanku konserwowane są przedmioty metalowe. Konserwacją przedmiotów skórzanych, materiałowych  czy papierowych zajmują się firmy zewnętrzne. 

Niesamowite było pokazanie jak wyglądały pasiaki przed i po konserwacją. To trochę jak puzzle.IMG_0455 Wiedzieliście, że w PMM znajdują się zbiory historyczne i artystyczne? 

Zbiory historyczne to np. właśnie przedmioty pozostawione przez więźniów, żołnierzy. A artystyczne to obrazy, wiersze, rzeźby zrobione przez artystów np. ku czci ofiar.

Po tym wykładzie On zabrał dziewczynki na spotkanie z bohaterami z Kudłatej ulubionej obecnie bajki – z Psim Patrolem.IMG_0448 A ja zjadłam lunch, wypiłam kawę i udałam się na spotkanie wokół wspomnień Jadwigi Ankiewicz.IMG_0449Jadwiga była szesnastolatką, która znalazła się w obozie w wyniku ulicznych łapanek 16 stycznia 1943 w Warszawie. Warto dodać,że była Polką. Otrzymała łatkę więźnia politycznego. 

Pierwsze dwa dni po aresztowaniu spędziła na Pawiaku, skąd jej pierwsze wpisy. 

Pierwsze szokujące doświadczenie dla niej to transport z Warszawy do Lublina. Ludzie w bydlęcych wagonach w nieludzkich warunkach, bez wody i jedzenia. Transport na tym odcinku trwał 24 godziny. Po wypuszczeniu kobiety rzuciły się na śnieg żeby go jeść, gasić pragnienie. Co niestety nie pomagało. 

Osoby z łapanek miały szansę wyjść z obozu o ile przetrwały transport i katorżniczą pracę w obozie. Tą nadzieją żyła Jadwiga. 

Zaskakujące jest to, że udało jej się przemycić pamiętnik i miała czym pisać. Jej styl jest bardzo wyważony, bez egzaltacji. 

Co jest zaskakujące to to, że Jadwiga nie kategoryzuje, nie przykleja latek, że Niemcy to źli, a więźniowie dobrzy. Opisuje niektóre strażniczki, że jest jej ich żal, że są sympatyczne. 

Jadwiga pracowała w pralni. Praca była dwuzmianowa. Pracując w nocy miała możliwość widzieć to czego niewielu więźniów widziało. Okna pralni wychodziły na budynek krematorium. Niemcy jak się dowiedzieli że kobiety podglądają zamalowali okna w pralni. Jednak sporo informacji na temat tego co dzieje się w obozie Jadwiga przelała do pamiętnika. 

To dziennik polskiej nastolatki. Wyjątkowy – jedyny jaki powstał na Majdanku. Jeden z niewielu pisany w czasie rzeczywistym. To źródło informacji dotyczące funkcjonowania obozu ale też tego jak wyglądały codzienne rozterki nastolatki z okresu wojennego. Dziennik Jadwigi to jedyny dokument z Majdanka. 45str zapisanych ołówkiem. Ostatnie dni po wyjściu z obozu poprawione zostały długopisem.

Zastanawiające jest skąd wiedziała jaka jest godzina czy jaki jest dzień, ponieważ w dzienniczku wpisywała daty a i godziny dokładne się znajdują. I jak udało się jej wydostać z dziennikiem z obozu. Czy znów miała szczęście i uniknęła dokładnej rewizji? 

Udało się jej przetrwać obóz i 17 maja 1943 na placu zostają odprawione więźniarki polityczne. 

Jadwiga wróciła do Warszawy gdzie dostała pracę jako kelnerka. Po pewnym czasie zaangażowała się w działalność konspiracyjną. 

Niestety zginęła w 30 stycznia 1944 roku. Znów trafiła na łapankę. Tym razem Niemcy nie wywozili do obozu ale od razu z marszu pod ścianą rozstrzeliwali. Do dziś nie wiadomo gdzie jest pochowana Jadwiga. 

Jej pamiętnik z okresu obozu przetrwał. Został oddany do muzeum w 1998 roku przez siostrę Jadwigi.IMG_9590 Mam nadzieję, że kiedyś zostanie wydany. Warto aby trafił w ręce nastolatków.IMG_0454To subtelny ale też pełen emocji przekaz tego jak nastolatka odbiera świat, rzeczywistość. 

Cieszę się, że mogłam przeczytać ten pamiętnik. Cieszę się, że mam go dla siebie. I bardzo mnie wyruszyło to, że miałam możliwość trzymać w ręku oryginalny zeszyt. Przyjrzeć się charakterowi pisma Jadwigi. Poczuć ducha czasu. 

Po spotkaniu z dziennikiem Jadwigi, o 14:00 odbyło się oprowadzanie kuratorskie.IMG_9592 Oprowadzanie miało na celu zapoznanie nas z tym w jaki sposób powstała wystawa multimedialna. Nie ma tutaj jak w Oświęcimiu galerii ze składowanymi bytami, walizkami czy okularami. Wystawa jest wyjątkowa. Minimalistyczna.IMG_0452IMG_0453 Poprzez konkretne osoby, ofiary poznajemy historię prześladowań i eksterminacji Niemców. 

To był bardzo intensywny dzień. Intensywnie mózg pracował. Żeby dać mu trochę odpocząć pojechaliśmy na 1 urodziny Rodzinnych Klimatów. I oj działo się, działo i śmiało.IMG_0457 I takie dni lubimy.  

*zdjęcia bez mojego podpisu są zapożyczone z galerii zdjęć z wydarzenia ze strony internetowej PMM.

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5966 0
Stajnia pod tęczą http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5952 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5952#respond Wed, 23 May 2018 19:42:01 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5952 Chyba nie ma lepszej książki na rynku niż ta, co właśnie pojawiła się na półkach księgarń! IMG_9718 Ja do koni to owszem, ale na filmach, z daleka. A Zetka może w stajni spędzać całe dnie. Nie bacząc na to czy ciepło czy zimo, czy pada czy świeci słońce. Wszelkie zajęcia, wycieczki, spotkania z koleżankami jest w stanie odwołać bez sekundy zastanowienia, jeśli może jechać do koni.IMG_9717To jest jej najprawdziwsza pasja. Jej miłość. Jej szczęście! 

Z czytaniem to u niej bywa różnie. Nie ciągnie mnie tak jak Kudłata do każdej mijanej księgarni, bo „tam na pewno będzie jakaś najfajniejsza nowa książeczka”. No raczej że będzie. Ale na straży stoi jeszcze On! 😉 Więc do każdej księgarni nie wchodzimy. 

Jednak o tej książeczce wyczytałam w gazecie.IMG_9723 I czekałam. I jest. I mamy. I Zetka czyta! Sama! I w głos się śmieje. I jak ją kładę – czyli przychodzę na ostatnie 5min przed snem, gaszę światło, przytulam się- to ona opowiada co przeczyta i znów się śmieje i chichra aż trzeba ją uciszać żeby siostry nie obudziła.IMG_9724To książeczka o przygodach zwierząt w stajni. Jeśli w stajni to wiadomo, że głównymi bohaterami są konie. 

Jest tak napisana, że w punkt trafiła w Zetkowe poczucie humoru. Serio. Centralnie książeczka pod nią! 

Do tego, to nie tylko bajka taka o, do poczytania! To też przewodnik obsługi koni, ich pielęgnacji i dbania o nie. 

Można wejść na stronę internetową podaną w książeczce i wpisać podane co kilka stron kody i… obejrzeć filmik instruktażowy z Panią Kasią Dowbor. zobacz- IMG_9719 

Są mini zadania dla dzieci w książeczce, co Zetkę też bardzo ucieszyło, bo ona lubi tego typu zabawy. 

Aż się boję co to będzie jak skończy czytać, a drugi tom dopiero w czerwcu! ?

Ale wiem, że tą serię będziemy zbierać. To znaczy Zetka będzie zbierać. 

Dodam tylko, że tekst w książeczce jest napisany dużymi wyraźnymi literkami (nie wielkimi, bez przesady) ale na tyle dużymi, że spokojnie dzieci zaczynające czytać mogą się zabrać i za tą pozycję. Są fajne rysunki. Takie idealne pod poczucie humoru Zetki.IMG_9725Moje ogólne wrażenie? Jakbym miała oceniać w skali 1 do 10 dałabym 20. Właśnie za to, że Zetka tak pochłania książkę. Zdążały się książeczki które sama czytała. I podobały się jej. Ale nie wzbudzały w niej aż tylu emocji co „Stajnia pod tęczą” Katarzyny Dowbor i Marcina Kozioła z Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

W końcu coś pod Zetkę! 

Edit – książeczkę zdążyła przeczytać…trzy razy! Dzisiaj znów czytała i stwierdziła, że dlaczego nie mam dla niej drugiej części…

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5952 0
Przedpremierowo „Spętani przeznaczeniem” V.Roth http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5936 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5936#comments Tue, 22 May 2018 15:13:07 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5936 Yeah! 

Takie paczuszki to lubię. Czekałam z niecierpliwością. Chociaż ilość książek zaplanowanych rosła i zastanawiałam się od czego zacząć. I jakoś tak wyszło, że w tym tygodniu czytam głównie książki które dopiero mają w planach być w księgarniach. Lada dzień lub nawet bez określonej daty.

Przyszła w piątek paczuszka…IMG_9606 to, no cóż weszła na pozycję pierwszą w kolejności czytania. 

Wiecie, taki napis na okładce zobowiązuje. I jeszcze bardziej ciekawi. Ja już przeczytam. Ja już będę wiedzieć. A wy czekajcie.IMG_9607I jak już miałam w ręku zdałam sobie sprawę, że lata świetlne temu, albo milion ton książek temu czytałam pierwszą część. Czy będę pamietała o co chodzi? Czy odnajdę się w tym świecie? 

Bo jak wiecie, książki typu fantasy, chyba najrzadziej czytam. Zawsze podchodzę z dystansem do tego rodzaju literatury. 

A to przecież Veronica Roth. To przecież „Niezłomna”! Chyba żadnemu miłośnikowi Roth nie muszę więcej pisać. 

I tu taaaaka okazja. 

Jutro, czyli 23 maja, dopiero premiera w Polsce „Spętani przeznaczeniem” Veroniki Roth z Wydawnictwa Jaguar. A ja dzisiaj skończyłam czytać. I przeczytałam z wielkim apetytem.IMG_9605To książka z kategorii science fiction czy fantasy. Bardziej w kategorie literatury młodzieżowej bym określiła. Ale ja tam lubię czuć się młodzieżą i lubię od czasu do czasu dać się ponieść fantazji. 

„Spętani przeznaczeniem” to dalszy ciąg losów Akosa i Cyry. 

Nawet jeśli dawno czytaliście pierwszą część i zdążyliście przejść po innych światach i bohaterach z innych książek, nie ma obawy, że czytając „Spętani przeznaczeniem” będziecie czuć się zagubieni. 

Veronica Roth tak opisuje świat, że każdemu będzie łatwo sobie wyobrazić te miejsca. Niesamowicie wyraźnie są przedstawiane postaci. Tak żongluje językiem, że emocje bohaterów są niemal podskórnie przez czytelnika odbierane. 

Nie będę Wam pisać co się dzieje, jakie są sytuacje ani jak się kończy książka. Sami przeczytacie z zapartym tchem. 

Zastanawiam się tylko czy inni też odbiorą książkę choć po części tak jak ja. Bo mam wrażenie, że mimo subtelnego romansu jaki jest wpleciony między strony, to dość poważny temat porusza. Taki współczesny. Dzisiejszy. 

W książce Veronica Roth zadaje niemalże egzystencjalne pytania, pytania które stawiają sobie wszyscy wchodzący w dorosłość. Choć nie tylko. 

Czym jest przeznaczenie i czy my mamy na nie wpływ? Czy nasze życie jest z góry, przez przeznaczenie „zabukowane”? Czy jednak mamy możliwość być panami swojego losu. Może brzmi to bardzo patetycznie. Może tak górnolotnie. W końcu to „tylko fantastyka” dla młodzieży. A może nie tylko!

(…)Ale kiedy pojawiłaś się ty… uznałem, że niezależnie od skutków warto jest spróbować.

Być może innej osobie jego słowa wydawałyby się miłe. Albo przynajmniej realistyczne. Człowiek nie może przecież uniknąć swojego losu. W tym rzecz! Los to miejsce, w którym zbiegają się wszystkie możliwe ścieżki życia – i kiedy wyrocznie mówią „wszystkie”, mają na myśli wszystkie. Czy to naprawdę takie straszne bycie pozytywnym bohaterem losu, którego tak bardzo się obawiał? 

Pewnie nie. Dla kogoś innego.

Niestety nie byłam kimś innym.

A więc mówisz mi… – stwierdziłam -… że jeśli masz mieć odrąbaną głowę, to przynajmniej chcesz się poczuć miło i położyć ją na bardzo miękkim pieńku? *

W dobie internetu, wszędobylskiego hejtu i bycia popularnym, w książce autorka porusza problemy dotyczące własnych przekonań, szczerości uczuć. Czy jest to potrzebne? Czy pomaga? A może człowiek powinien się takich cech wyzbyć dla dobra ogółu, poddać się przeznaczeniu. 

To książka pełna akcji, które zmieniają się w sekundach. Nic nie jest jasne i oczywiste. I takie tło pozwoliło, niby obce i wyimaginowane pozwala porównać problemy z jakimi ścierają się w brutalnym życiu Akos, Cyra,Teki, Isae i inni. 

Wydaje mi się, że to naprawdę #najlepszaksiążkaveronikiroth i każdy, kto czytał jej poprzednie i czeka na „Spętanych przeznaczeniem” będzie zadowolony. 

A że zbliża się Dzień Mamy, Dzień Dziecka (bo nastolatki to mimo wszystko wciąż dzieci, prawda?) czy Dzień Ojca (A jak nie jesteście mamą, tatą…to przecież w każdym z nas jest dziecko), albo zbliża się kolejny dłuższy weekend, co ja Wam więcej mogę napisać? 

Jutro premiera. A okazji na kupno, prezent dla innych czy dla siebie w najbliższym czasie nie zabraknie. 

I uwaga! Ja zarwałam noc. Czytałam do 3. Ale potem byłam nieprzytomna. Doszła alergia i organizm poddał się. Podejrzewam, że jak książka wpadnie Wam w ręce np. w weekend… cóż nie planujecie niczego innego.

A ja zabieram się za koleją książkę, której jeszcze nie ma w księgarniach. Tym razem to literatura polska, coś co tworzy Grzegorz Brudnik!

  • fragment z „Spętani przeznaczeniem” Veroniki Roth z egzemplarza recenzyjnego.
]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5936 2
Jak wywołać wspomnienia http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5927 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5927#respond Fri, 18 May 2018 18:52:48 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5927 Skończyłam „Kaprysik. Damskie historie” Mariusza Szczygła i „Wilczycę” Nate Blakeslee i jestem na świeżo po „Akuszerce” Ktji Ketu i kończę „Fracht- Duch” Grzegorza Brudnika. I miałam w planach „Ofiarę” a doszła „Spętani przeznaczeniem” Veronic Roth więc chyba zabiorę się w weekend właśnie za nią.IMG_9387Dzisiaj o „Kaprysiku” z Wydawnictwa Agora jako o lekkim, przyjemnym piórem napisana książka w formie krótkich opowiadań, o kobietach. Różnych kobietach, z różnymi życiorysami. Teksty ukazywały się najpierw w „Wysokich Obcasach”. To nie jest żadna nowość na rynku. Nawet jako wznowione wydanie nie plasuje się w nowościach. Ale ja to dopiero teraz przeczytałam. Czy to źle? Dla mnie nie ma to znaczenia. Ważne żeby była dobra książka. Krótko będę pisać. Nie rozwodząc się nadto. Każdy kto przeczyta sam będzie miał chwilę dla siebie. IMG_9385To reportaże. Nie fikcja. Nie bajka. Niektóre przeszły jakby gdzieś obok. Nie powodowały we mnie chęci zatrzymania się nad nimi. Niektóre były bardzo nostalgiczne, uczuciowe.

Na mnie największe wrażenie zrobiła historia dwóch kobiet, przyjaciółek piszących do siebie listy.IMG_9389 Przypomniało mi się jak z przyjaciółką pisywałyśmy do siebie. To nie były listy a nowele, sprawozdania z życia. Do dziś dnia mam te szare koperty A4 i listy w zeszytach. Bo to były czasem nawet całe zeszyty 16 kartkowe! 

Miałyśmy wtedy po naście lat. W ósmej klasie znów się przeprowadzałam. Znów zmieniałam szkołę, miasto, województwo. Znów miałam poznawać nowych kolegów i koleżanki. 

Ale to tam poznałam osoby, z którymi mam kontakt do dziś. To tam wysyłałam listy. To stamtąd przysyłała mi opowieści o tym co w klasie, co w szkole, co w miasteczku. Co u niej. 

Czytając o tych kobietach, o tych listach… strasznie żałuję że wszedł internet, portale społecznościowe. Te listy to było coś na co czekało się z utęsknieniem. To radość jak doszły. 

Pamiętasz początki naszych listów? 

„Cześć

U mnie ostatnio to, to i tamto. 

Ale zacznę od początku.”

Początkiem były pierwsze dni po wysłaniu wcześniejszego listu. 

Aj się cofnęłam w czasie. 

Mam wrażenie, że każda z nas w tym zestawie krótkich reportaży jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Coś co wywoła jakieś głębsze uczucia. 

Ale nie wiem czy wszystkie od razu tak nas rozmiękczą. Ale cieszę się, że to moja książka. Bo to coś, co kiedyś pewnie otworzę kolejny raz. I kto wie, może inna historia wywoła inne wspomnienia? 

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5927 0
1,2,3,4… bajeczki z lubelskiej biblioteczki http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5909 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5909#respond Wed, 16 May 2018 14:05:57 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5909 Cudze chwalicie swego nie znacie.
Czyli, że co?
Ano dzisiaj czas na literaturę dziecięcą. Pozostanę przy tym i dodam, że będzie to literatura dziecięca z lubelszczyzny.
Ostatnio spotkałam się z innymi instagramowymi książkoholiczkami z Lublina. Opowiadałyśmy o naszych „chorobach” książkowych, uzależnieniach, co nas irytuje a od czego nie umiemy się oderwać, co lubimy czytać, co czytamy obecnie a co mamy w planach.

A że jesteśmy z Lublina i część z nas jest przyjezdnych, to pojawiły się nazwiska autorów książek, których akcje mają miejsce w Lublinie.
Chyba najbardziej znanym jest Marcin Wroński. Sama się w nim zaczytywałam jak wprowadziliśmy się tutaj. Podekscytowana szukałam miejsc z książki. Sprawdzałam które miejsca to fikcja, które istnieją po dziś dzień. Nie, nie. Autor jest współczesny. Żyje. W książkach jednak poznajemy Lublin z okresu międzywojennego, z okresu IIWŚ.
Fajne, ale to nie literatura dziecięca. To kryminały.
Podobnie jest z Groźnym (to tylko tak żart, z naszego książkoholikowego spotkania). Tfu, Czornyj Max i jego „Grzech” (teraz już i „Ofiara” ale tej jeszcze nie czytałam). Też Lublin. Ale obecnego, dzisiejszego. Książka mroczna, brutalna i do końca trzymająca w napięciu. A przechodząc ulicami, czy mijając miejsca z książki… ciarki mogą przebiec po grzbiecie.
No ale to też nic dla dzieci.

Już dawno temu w jednej z lubelskich knajpek wpadły mi w oczy książeczki. Chciałam je kupić. Bo bardzo mnie zauroczyły. Niestety okazało się wówczas, że nie są do kupienia. Dowiedziałam się jednak, że to lubelskie dzieła. Dostałam maila do wydawnictwa. Otrzymałam maila z odpowiedzią, gdzie można nabyć te książeczki.
Miałam chyba pecha, bo nigdzie ich nie dostałam. Zapał na nie z czasem spadał aż całkiem wyleciały mi po paru miesiącach z głowy. Aż do momentu jak szukając innych książek trafilam na te! Co to była za radość!

A zakochałam się w bajkach autorstwa Joanny Klary Teske! Oryginalne, ciekawe, mądre i po prostu piękne. Piękne słowem i piękne oprawą graficzną. Książeczki wydane zostały przez Wydawnictwo Mimochodem. Wydawnictwo lubelskie!

To niewielkie i dość krótkie książeczki.IMG_9300 W swojej biblioteczce mam :
„Szara mysz z chaty na skraju wspomnień”
„Kot i jego mysz zdrajca”
„Pies w Krainie Wędrującej Nocy”
„Snubajka”.

Ale liczę na to, że uzbieram wszystkie jakie powstały spod pióra Joanny Klary Teske. Podobnymi uczuciami obdarzyłam książki Iwony Chmielewskiej czy Joanny ConcejoIMG_9313 (a tak mało znana w Polsce). To książki, które więcej chyba przekazują niesamowitymi, głębokimi ilustracjami i skromnym słowem. Mi łzy lecą już patrząc tylko na okładki. Poruszają bardzo ważne tematy, bardzo ciężkie tematy a wszystko w bardzo prosty i przenikliwy sposób.

Podobnie jest z bajkami J.K. Teske, choć nie poruszają tak traumatycznych tematów. Są klimatyczne. Troszkę tajemnicze. Troszkę zaskakujące.

Wyciągnęłam je, żeby w końcu o nich napisać. I akurat jest taka pogoda, że idealnie wpasowuje się w „Snubajkę”.IMG_9308 To moja chyba ulubiona z tych posiadanych. Znów ją przeczytałam. Bo jak jej nie czytać, gdy
Do tego deszcz, Sobiepan nie miał wątpliwości, był smutny. Krople, które padały z szarego nieba, nie były przezroczyste, tylko szare. Kałuże, które zbierały się na ziemi, odbijały w sobie szarość nieba.”*
Czuć zapachy otoczenia, rodzą się subtelne uczucia.
Niee, chyba jednak nie ta jest moją ulubioną. To chyba „Szara mysz z chaty na skraju wspomnień”.IMG_9311 Uwielbiam ją za formę. Za te sznureczki zawiązane na grzbiecie. Za takie postarzenie, jakby to był stary kajet ze spisanymi opowieściami babci i dziadka. Ilustracje są Magdaleny Słomskiej.IMG_9312A może gangstersko prezentujące się ilustracje w „Kot i jego mysz zdrajca”?IMG_9314 To książeczka i treściowo i ilustracyjnie nr 1 Kudłatej. Ilustracje tutaj przygotował Aleksander Bednrski.
Najmniej dziewczynki lubią ilustracje w „Pies w Krainie Wędrującej Nocy”,IMG_9310 choć samą bajkę czytałam im już kilkakrotnie.

Wszystkie te książeczki mają jedną ważną cechę wspólną. Nie są zapełnione jaskrawymi, pstrokatymi, multikolorowymi rysunkami. Są stonowane. A treść. Nam się bardzo podobają.

I nie będę ukrywać, że MI się bardzo podobają. To takie krótkie historie,do których lubię wracać w takie dni jak dzisiaj.
Gdy za oknem pada, jest szaro buro i nic się nie chce. I chwytacie za bajeczkę. I czujecie ciepło dziecięcych wspomnień.

Zamieniacie się w dziecko.

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5909 0
Exploseum http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5790 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5790#respond Sun, 13 May 2018 18:17:52 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5790 My rodzina włóczykijów, mamy tak że zwiedzamy miejsca gdzie przebywamy. Rzadziej muzea jako budynki z gablotami. No chyba że są bardzo wyjątkowe. 

Na razie jednak, wiedząc jak nasze Potworzyce potrafią (i nie potrafią) się zachowywać wolimy tzw. żywe muzea, parki, uliczki. I nie chodzi o to, że uważam że są niewychowane. Zetka ma tendencje do zamyślenia się, „zamknięcia” i przez to coś stuknie, w coś wlezie, odwracając się uderzy… Kudłata jest dzika. Chwilę da się prowadzić za rękę, zwłaszcza jak coś ją zafascynuje. Ale jak zaczyna się nudzić… chce szukać na własną rękę czegoś ciekawego… Także tak. Póki co unikamy gablocianych, nafaszerowanych drogimi eksponatami pomieszczeń. Dla bezpieczeństwa naszego portfela. 

Majówkę mieliśmy rozbitą na dwie części. Na tą z temperaturami tropikalnymi na własnych śmieciachIMG_8040 i na tą z temperaturami wiosennymi (jakieś 10 stopni różnicy w odległości zaledwie 400km).IMG_9114 Co nie znaczy, że ta wiosenna część była nieudana. Nic z tych rzeczy! 

Największą wartością tej drugiej części majówki był kontakt dziewczynek z dziadkami. Po drugie, nawet jeśli w bluzach i pełnych butach to i tak słonecznie i na świeżym powietrzu. No i On mógł dzień w dzień czuć się jak mistrz grilla.IMG_9134 Bo nim był!IMG_9136 IMG_9137 Dzień w dzień. W końcu to majówka! 

Nie siedzieliśmy jednak tak całkowicie sielsko i leniwie w jednym miejscu. 

W piątek wyskoczyliśmy do Bydgoszczy.IMG_9115 Przejechaliśmy obok szpitala w którym urodziła się Zetka, gdzie pracowałam, gdzie On pracował. 

W planach na wyskok do Bydgoszczy miałam dwa miejsca. Jedno, które mnie już ciągnęło jak mieszkaliśmy w Bydgoszczy i zaczęli szykować pod turystów. Drugie, bardziej na wesoło i pod dziewczynki. 

Pojechaliśmy do Exploseum!IMG_9116 To miejsce funkcjonujące w ramach Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. 

Nazwa ma zadzior wybuchowy nie bez powodu. Exploseum to zaadoptowana na potrzeby turystyczne część ogromnej niemieckiej fabryki materiałów wybuchowych. DAG Fabrik Bromberg to jedna z największych fabryk III Rzeszy, produkująca w latach 1939-45 nitroglicerynę, trotyl i proch bezdymny. 

Oczywiście jak to u nas, miejsce docelowe znajduje się… głęboko w… lesie!IMG_9117 A jak w lesie, to droga leśna.IMG_9122 I kolejne krzywe uśmiechy, że mamy nieodpowiedni samochód jak na nasze wycieczki. No cóż. 

Mimo drogi leśnej dało się bezproblemowo, powolutku dojechać pod budynek z kasami. Niby fabryka, niby wielka, a droga taka nie- niemiecka. O co chodzi? A o to, że Puszcza Bydgoska o zróżnicowany podłożu była idealną naturalną formą kamuflażu. Niemcy bardzo starali się o to, aby fabryka nie była ani łatwo dostępna ani widoczna czy z dróg czy z powietrza. 

Exploseum to zaledwie cząstka tego niemieckiego serca machiny wojennej. Fabryka zajmowała powierzchnię 23 km2!!! To ponad 1300 budynków zakrytych gęstym lasem.IMG_9138 To samodzielne strefy produkcyjne: nitrocelulozy, prochu, nitrogliceryny, trotylu, dinitrobenzenu czy elaboracja amunicji. To były jakby samodzielne zakłady w fabryce. 

Exploseum to teren po jednej z dwóch bliźniaczych linii produkcyjnych nitrogliceryny. Obiekty przeznaczone do zwiedzania to budynki produkcyjne połączone ze sobą siecią tuneli technologicznych zapasowej, mniej używanej linii produkcyjnej. 

Główna linia produkcyjna funkcjonuje jako trwała ruina i pokazuje jak czas wpłynął na nią. Czas i właśnie las, który zagarnia co do niego należy.IMG_9139Jadąc drogą i widząc tu i ówdzie jakieś fragmenty budynków, ruiny w które wkrada się las już powoduje dreszczyk emocji. Zwiedzanie zaczyna się w sumie już przed wejściem do budynku, gdzie znajduje się wystawa.IMG_9141 IMG_9142 Dojechaliśmy.IMG_9140 Zakupiliśmy bilety i książeczkowego przewodnika. Muszę Was uprzedzić w kilku kwestiach. 

  1. Trasa zwiedzania to niemal 2 km wielopoziomowych tuneli. Tuneli głównie pod ziemią ale i nadziemne też są. Warto zabrać sobie coś cieplejszego do ubrania! Bo wieje chłodem i to nie tylko ze względu na historię miejsca. 
  2. Wiem, że niektórzy mogą stwierdzić, że to mało odpowiednie miejsce dla małych dzieci. Zdaję sobie sprawę, że wielu informacji nie przyjmą, nie zapamiętają. Ale odczuwają atmosferę. Po drugie coś jednak zapada im w pamięć. I po trzecie chodzą, słuchają i same zadają pytania. 

Chodźcie za mną.IMG_9144 Pokażę Wam kawałek drogi, może kiedyś będziecie w okolicy i stwierdzicie że chcecie zagłębić się w historię całego koncernu DAG jak i jego założyciela – Alfreda Nobla. Ale to także historia ludzi pracujących w fabryce. Ciężkiej przymusowej pracy i walki z okupantem. 

Budynek 1134

To pierwszy budynek, w którym obecnie znajduje się recepcja. Jest pierwsza mini wystawa.IMG_9121 IMG_9143Przygotowywano tutaj produkty do produkcji. Z tego budynku do następnego prowadzi najdłuższy tunel w linii prostej udostępniony do zwiedzania.IMG_9125 IMG_9126

Budynek 1133

Ani w tym ani w pozostałych budynkach nie znajdziemy urządzeń linii produkcyjnej. Wszystkie zostały zdemontowane i wywiezione w 1945 przez Sowietów! 

Jednak to jak wyglądał sam proces wytwarzania można było odtworzyć dzięki zachowanej dokumentacji. 

W pierwszym budynku składowano glicerynę, kwas siarkowy i kwas azotowy. Jak wielki to był skład przedstawia makieta obiektu. 

Błądząc korytarzami, wchodząc i schodząc po milionach schodów (żartuję oczywiście, aż miliona nie było i błądzić się po prostu nie da) ostatecznie wchodzimy na trapIMG_9124 z widokiem wprost na olbrzymi obraz przedstawiający Alfreda Nobla.IMG_9127W tej sali poznajemy historię Alfreda Nobla.IMG_9128 Jest tutaj ściana z okienkami w której umieszczono zdjęcia polskich noblistów i laureatów związanych z Polską.IMG_9129 IMG_9130 W kolejnej sali poznajemy samą historię rozwoju założonego przez Nobla, koncernu DAG. IMG_9131 IMG_9146Możemy przeczytać najróżniejsze dokumenty, od tych zlecających budowę fabryki przez zdjęcia fabryki robione z samolotu, na rozkazy zwiększające zdolności produkcyjne w 1944.IMG_9148 IMG_9145 IMG_9147

Budynek 1137

Przechodzimy kolejnym betonowym korytarzem. To budynek, w którym powstawała nitrogliceryna.IMG_9151 IMG_9153 Charakterystyczny jest też sam w sobie budynek, zbudowany tak, żeby wszelkie wybuchy nie były za bardzo niszczycielskie, o ile w ogóle wybuch może „mniej niszczyć” w budynku. A jednak. O co chodzi? Boby budowniczowie już tłumaczyć dookoła. 

Budynek ten jest na lekkiej konstrucki. Zastosowano tu lekką ścianę wydmuchową – ze szkła i drewna. Podłoga zaś jest ołowiana. Doprowadzono liczne korytarze ucieczkowe. Ot, i cała filozofia.IMG_9150W budynku tym można przymierzyć przykładowe stroje ochronne.IMG_9154 Co zaciekawiło nie tylko nasze dziewczynki a nas wszystkich. Chociaż nie znalazłam informacji tam przy tych strojach, że można je przymierzyć. Więc tak nie bardzo podobało mi się, że one chciały wrzucić te fartuchy na siebie. Doczytałam o tej atrakcji w przewodniku, już w domu. Jest tam też kilka stołków z jedną nogą!! Tak tak! Z jedną nogą po to, żeby pracownik odpowiedzialny za pilnowanie temperatury pieca nie miał sposobności zasnąć! Musiał czuwać przy piecu i jednocześnie utrzymywać równowagę na stołku! Ot, metody. Idziemy dalej. IMG_9156 IMG_9157

Budynek 1115

Z zewnątrz wygląda jak szkielet bloku mieszkalnego.IMG_9155 To dla dzieci chyba też najciekawszy punkt zwiedzania. Przechodząc z budynku drugiego do tego, zaczynamy zwiedznie od 3 piętra.IMG_9164 Tutaj jest wystawa broni i uzbrojenia i jej historii zaczynająca się od początków cywilizacji po dzień dzisiejszy. IMG_9163Są modele starożytnych maszyn oblężniczych.IMG_9160 IMG_9159 Jak działały i do czego służyły można obejrzeć na multimedialnych prezentacjach.IMG_9161 Dziewczynki ździwione zaczęły pytać, czy to prawda i to znaczy że księżniczki żyjące w zamkach to prawda! O! No prawda. 

Zafascynowane oglądały wystawę białej broni i zastanawiały się czy ludzie kiedyś byli więksi, że mogli nosić taaaakie szable.IMG_9176 IMG_9177IMG_9167Z okien widać kolejne budynki.IMG_9168 Na drugim piętrze jest wystawa broni palnej. Czy było coś co zaciekawiło dzieci? Myślę, że eksponaty są znane każdemu dziecku. A przynajmniej wiedzą co to. Nasze przymierzały się do karabinówIMG_9182 IMG_9183 i przestraszyły się minami.IMG_9178 IMG_9179Stanowisko z repliką polskiego ciężkiego karabinu maszynowego jest rekonstrukcją kawałka historii.IMG_9169 Można wcielić się w żołnierza Wojska Polskiego podczas Kampanii Wrześniowej w 1939 roku.IMG_9171Brakuje mi jednak informacji, że coś moża dotknąć, przymierzyć, „pomacać”. Stresowałam się jak dziewczynki chciały organoleptycznie coś zbadać. A teraz czytam, że to co nie w gablotach to jest do dyspozycji zwiedzających. Czyli można bez strsu było stać za karabinem. Były też pojedyncze sztuki broni, które można było wziąć do ręki. Ale nie pozwalałam, bo skąd mogłam wiedzieć. A gdyby były wyraźne komunikaty, to też i więcej frajdy miałyby dziewczynki i my mniej byśmy chodzili spięci, czy czegoś nie rozwalą te nasze demony.IMG_9172Pierwsze piętro było chyba najstraszniejsze dla Kudłatej. To historia broni masowego rażenia. Jest historia broni chemicznej, biologicznej i radioaktywnej.IMG_9184 IMG_9185 Na filmie w „kinie” o dość surowym klimacie można zobaczyć filmiki jak wyglądają wybuchy takich bomb.IMG_9186Na parterze, za długo nie byliśmy ze względu na to, że Kudłata już ciągnęła do wyjścia z tego ponurego miejsca. A tutaj była wsytawa fotografii niemieckiego żołnierza z terenów Polski z września 1939 roku. IMG_9189 IMG_9190 IMG_9188 IMG_9187Budynek ten był miejscem denitracji. Znajdowały się tutaj dwa kilkunastometrowe, stalowe walce służące do odzyskiwania kwasu siarkowego i kwasu azotowego, użytych w produkcji nitrogliceryny. Obecnie są to tylko dwa wielkie otwory w podłodze. Ale na podstawie ich można wyobrazić sobie jakiej wielkości były walce. 

Budynek 1145

To niewielki budynek, w którym ostatecznie kończono oddzielanie nitrogliceryny od kwasów. Wystawa tutaj to historia dwóch fabryk koncernu DAG.IMG_9191 IMG_9192

Budynek 1141

Tutaj dochodziło do jednego z ważniejszych procesów związanego z bezpieczeństwem trasportu nitrogliceryny. Mieszano gotowy produkt (bo odseparowaniu od kwasów) z wodą. Powstawała tzw. emulsja nitroglicerynowa, którą można było względnie bezpieczniej przetransportować do kolejnej sekcji. 

Tutaj wystawa opowiada historię rozwoju materiałów wybuchowych od starożytności do XX wieku.IMG_9195 Dowiecie się o rodzajach materiałów wybuchowych oraz jakie maszyny wykorzystywano w produkcji. Jest również makieta budynku z widocznymi ścianami wydmuchowymi.IMG_9193 Zachowała się oryginalna konstrukcja takiej ściany.IMG_9194 Chodząc wąskimi korytarzamiIMG_9199 IMG_9198 możemy w gablotach oglądać przedmioty wydobyte podczas badań archeologicznych.IMG_9197 Budynek 1153

Drugi chyba taki wielki budynek podczas tego spaceru.IMG_9200 Tutaj były ogromne mieszalniki i wirówki łączące nitrocelulozę z nitrogliceryną.IMG_9204 Gotowe ciasto prochowe było transoprtowane taśmociągiem do dalszego przetwarzania.

W budynku nastraja nas już dość boleśnie muzyka. Tutaj możemy zobaczyć jak wyglądała przymusowa praca w fabryce. Ile było bólu, cierpienia i śmierci.IMG_9201 IMG_9202 IMG_9203 IMG_9205IMG_9207 Budynek 1157

IMG_9206 IMG_9208Ostatni obiekt na trasie zwiedzania. Przechodzimy do niego przez las. Wzdłóż widać korytarze z poprzedniego budynku prowadzące do obecnego. 

Tutaj następowały końcowe procesy w produkcji nitrogliceryny. Ciasto prochowe osuszano i pakowano w drewniane skrzynie i skladowano w podręcznym magazynie. Przy budynku znajduje się rampa kolejowa, skąd ruszały pociągi ze skrzyniami do strefy produkcji prochu.IMG_9212 IMG_9213 

W ostatnim budynku poznajemy historię dziłalności konspiracyjno-sabotażowej Polaków pracujących w fabryce.IMG_9209 Tutaj w 1940 powstał obwód ZWZ kierowany przez Henryka Szymanowicza ps. „Marek”. Możemy zobaczyć jak zaczęła i jak kończyła się działalność konspiracyjna żołnierzy.IMG_9210W drugiej sali jest historia Armii Czerownej przedsatwiona na zasadzie kontrastu. To wyzwoliciele z rąk hitlerowców a jednocześnie wprowadzającej terror komunistyczny.IMG_9211 Najbardziej utkwił mi plakat z hasłem:IMG_9218Przygotujcie się na nielekki spacer. To około 2 km, więc niby nie dużo ale! Ale duuuużo jest schodów i w górę i w dół. Dużo jest też tuneli. Nie zawsze prostych tylko też o jakimś pochyleniu. A następnie powrót na parking to około kilometra spaceru przez las, z którego tu i ówdzie widać pozostałości fabryki.IMG_9214IMG_9215 IMG_9216Niesamowita prygoda. Niesamowity i ciężkiego kalibru kawał historii. 

Jako maniaczka historii, zwłaszcza tej dotyczącej IIWŚ polecam Wam to miejsce bardzo. Tylko zastanówcie się czy chcecie zabrać dzieci, czy dzieci jednak zostaną z ciocią/babcią/wujkiem/dziadkiem. 

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5790 0
Znikają dzieciaki http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5777 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5777#respond Fri, 11 May 2018 19:59:04 +0000 http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?p=5777 Weekend zapowiada się znów w temperaturach iście wakacyjnych. My nie mamy jeszcze planów co z nim zrobić. To znaczy nie tak zupełnie. Bo jutro… 

Jutro otwierają miejsce iście pod nasze dziewczyny! Rezerwat Dzikich dzieci! Takie miejsce zobowiązuje nasze Potworzyce, nie? 

Co do książek. To wciąż czytam fragmentami „Nie święci…” Alfreda Zajdorfa.IMG_7795 To pozycja z tych ciężkich, dotyczących II WŚ. Dlatego przeplatam ją różnymi innymi historiami. Tym trudniej się czyta, gdy są to wspomnienia malego chłopca. Z drugiej strony trudności mi dodaje monotonny styl książki. Ale jestem ciekawa. I nie odpuszczam. 

A w między czasie zdążyłam przeczytać między innymi dwie kieszonkowe, wygrzebane w Biedrze za grosze, książki z dziećmi w tytułach. 

Nieco się tego bałam. W końcu szukałam czegoś co będzie działać jak gąbka. A tu dzieci. Wspólnym wątkiem w obu książkach są porwane/zaginione dzieci, które po latach się odnajdują. Czy oby na pewno to są TE dzieci? 

Dzieci ale jakoś tak napisane, że nie wbiło mnie w fotel – że dzieci. Generalnie, książki na tak zwany jeden raz „jednodniówki”. Czyta się lekko, łatwo i z odrobiną ciekawości. 

Pierwsza z nich to „Córeczka” Kathryn Croft z Wydawnictwa Burda.IMG_8953 To książka, ktorą gdzieś kiedyś kilkakrotnie widziałam u innych książkoholików na insta. A, że lubię sensacje, kryminały to jak zobaczyłam ją w Biedrze, od razu wrzuciłam do koszyka. 

Simone Porter wydaje się być kobietą sukcesu. Jest dziennikarką, ma kochanego męża i piękny dom. Rysę szczęściu powoduje porwanie półrocznej córeczki 18 lat wcześniej. Córeczki, która nagle pojawia się prosząc o pomoc. Po 18 latach względnego spokoju, całe życie wywraca się do góry nogami. I nie jest to historia, która kończy się tak klasycznie happy endem. 

Jednak czytałam podone historie, które były ciekawiej napisane. Dłużej trzymały w napięciu i niepewności. 

Jeśli potrzebujecie czegoś, co czyta się szybko i może powiać delikatuśnie, chociażby na początku dreszczykiem emocji, to jest to idealna książka. Można spokojnie po niej iść spać i nie będą się Wam śniły żadne koszmary! 

Druga książka, również wygrzebana w czeluściach skrzyń Biedronkwych książek, to „Obce dziecko” Rachel Abbott z wydawnictwa Filia.IMG_8950To pierwsza książka tej autorki przetłumaczona na język polski. Pierwsza w Polsce jakby napisać w skrócie. Patrząc na bibliografię samej autorki, to jednak czwarta książka z serii. Ale nie ma podobno problemu jak zaczyna się od „Obcego dziecka”, ponieważ każda książka jest oddzielną historią.

Tutaj poznajemy ulice Manchesteru. Akcja zaczyna się w sumie już na pierwszych stronach książki. 

W wypadku samochodowym ginie kobieta, matka, żona. Wracała z 6 letnią córeczką z rodzinnej kolacji. Kobieta zmarła na miejscu. Ale nigdzie nie ma dziecka. Ojciec przez dwa lata prowadzi poszukiwania. W pewnym momencie jednak zakłada nową rodzinę. I wtedy wraca corka, Natasha. Czy to córka, czy ktoś inny? Jeśli córka to co się z nią działo przez tych 6 lat od wypadku? 

Ilość pytań nie maleje, wręcz rośnie im dalej się czyta. Aż dochodzi do wielkiej kumulacji wszystkiego. Zdarzeń i całego spektrum emocji. Czyżby kolejny raz David, miał stracić kolejne dziecko? 

Ta książka czytała mi się lepiej. Bardziej wciągająco. Nie od razu rozgryzłam co i jak i dlaczego. Choć w pewnym momencie miałam już większość poukładane. Wydaje mi się, że gdzieś kiedyś podobny wątek mi się przewinął… 

Ale zdecydowanie bardziej podobało mi się „Obce dziecko” niż „Córeczka”. 

A teraz? Teraz ciągnie wilka do lasu. To znaczy, pogoda taka cudna, że staram się co drugi dzien wskoczyć na rower i pojechać w las. Choć bark i kart nie lubią mnie za to. 

To w weekend będę zamiast jechać w las, czytać „Wilczycę” Nate Blakeslee między kawałkami „Nie święci”. IMG_8952

]]>
http://wyznaniamatkiwariatki.pl/?feed=rss2&p=5777 0